Dobranocka · Z Figo, Nelą i Luną
Tajemnica pękniętej doniczki
Wartość • Uczciwość
Na parapecie werandy babci Róży stała gliniana doniczka z małą lawendą. Miała ciepły, miodowy kolor i delikatny wzór listków. Babcia lubiła siadać obok niej po kolacji, zamykać oczy i wdychać spokojny zapach.
Figo pomagał tego dnia układać poduszki. Niósł jedną wielką, puchatą poduchę i nie widział, że jej róg zahaczył o doniczkę. Rozległo się ciche „stuk!”. Doniczka przechyliła się i opadła na drewnianą podłogę. Nie rozsypała się, ale na jej boku pojawiła się długa, cienka rysa.
Figo postawił poduszkę. Serce zabiło mu szybciej.
— Ojej — szepnął.
Nela zajrzała na werandę i od razu zobaczyła, co się stało. Luna podeszła za nią, niosąc konewkę.
— Nie chciałem — powiedział Figo. — To była poduszka. Ja tylko ją niosłem.
Przez chwilę wyobrażał sobie, że przesunie doniczkę pod ścianę. Może babcia nie zauważy rysy. Może pomyśli, że była tam od dawna. Ale kiedy spojrzał na lawendę, przypomniał sobie, jak ostrożnie babcia podlewała ją każdego ranka.
— Boję się, że będzie jej przykro — przyznał.
— Może być jej przykro — powiedziała Nela łagodnie. — Ale możemy powiedzieć, co się stało.
Luna postawiła konewkę i usiadła przy Figo. Nie zamierzała mówić za niego. Po prostu była blisko.
Figo ćwiczył w myślach różne zdania. „Doniczka sama spadła” brzmiało łatwo, ale nie było prawdą. „Nie wiem, co się stało” również nie pasowało, bo wiedział dokładnie, jaki róg poduszki dotknął doniczki. Zamiast wymyślać kolejne słowa, usiadł obok Neli i zaczął spokojnie oddychać. Luna zauważyła, że z lawendy nie wysypała się ziemia i żaden listek nie został złamany.
To było pocieszające, chociaż rysa nadal istniała. „Możesz powiedzieć babci tyle, ile wiesz”, podpowiedziała Nela. Figo przysunął pękniętą doniczkę z dala od krawędzi podłogi, żeby nikt o nią nie zahaczył. Nie próbował ukrywać szkody. Zrobił tylko tyle, ile potrafił, by bezpiecznie poczekać na babcię. Słyszał jej kroki w korytarzu. Były znajome i spokojne, zupełnie inne niż szybkie myśli w jego głowie.
Kiedy babcia Róża wyszła na werandę, Figo podniósł głowę.
— Babciu, potrąciłem doniczkę poduszką. Pękła. Bardzo przepraszam.

Babcia uklękła przy lawendzie. Obejrzała rysę i ostrożnie dotknęła ziemi.
— Dziękuję, że mi powiedziałeś — odparła. — Szkoda mi doniczki. Ale najważniejsze, że nikomu nic się nie stało. Roślinkę możemy przesadzić.
Figo odetchnął, choć zrobiło mu się jeszcze trochę smutno na widok pękniętej gliny.
Z szafki ogrodowej przynieśli drugą doniczkę, prostą i jasną. Babcia przełożyła lawendę, a Figo delikatnie dosypał ziemi małą łopatką. Nela podała podstawkę. Luna przyniosła odrobinę wody.

— Ta też jest ładna — zauważyła babcia. — Inna, ale ładna.
Pękniętą doniczkę odłożyli do naprawy. Figo nie udawał już, że nic się nie stało. Cieszył się, że powiedział prawdę. Pomagał wytrzeć parapet i ułożyć poduszki, tym razem patrząc uważnie na ich rogi.
Późnym wieczorem lawenda stała bezpiecznie na nowym miejscu. W powietrzu unosił się jej znajomy zapach.
— Myślałem, że prawda będzie straszna — powiedział cicho Figo.
— Czasem jest trudna — odpowiedziała babcia. — Ale pomaga nam razem naprawiać to, co można naprawić.
Figo wtulił pysk w miękką poduszkę. Za oknem wiatr poruszał gałązkami lawendy, a w jego sercu zrobiło się lekko i spokojnie. Nie martwił się już szukaniem wymówek. Zamiast tego przypomniał sobie ciepły głos babci i wspólną pracę przy roślince.