Dobranocka · Z Figo, Nelą i Luną
Siedem małych podziękowań
Wartość • Wdzięczność
Wieczór zaczął się od bardzo zwyczajnej rzeczy. Figo szukał swojej czerwonej bandany. Leżała na oparciu krzesła, tuż obok niego, ale Figo zaglądał pod stół, do koszyka i za drzwi.
— Tutaj jest — powiedziała Nela, podając mu bandanę.
— Dziękuję! — ucieszył się Figo.
— To pierwsze podziękowanie tego wieczoru — zauważyła Luna, która właśnie weszła z werandy.
— Pierwsze? — zdziwił się Figo. — A będzie więcej?
— Nie wiem — uśmiechnęła się Luna. — Zobaczymy, ile małych dobrych rzeczy uda się zauważyć.
Figo uznał, że to miła zabawa. Nie trzeba było niczego wygrywać ani liczyć szybciej od innych. Wystarczyło patrzeć uważnie.
Drugie podziękowanie pojawiło się, gdy babcia Róża położyła przy jego posłaniu czysty, miękki koc. Figo dotknął go nosem.
— Dziękuję, babciu. Jest taki przyjemny.
Trzecie przyszło na werandzie. Luna odsunęła małą doniczkę, żeby Figo mógł wygodnie przejść z koszykiem. Był to ledwie drobny ruch, ale zauważył go.
— Dziękuję, Luno.
Czwarte było trochę inne. Nela opowiedziała zabawną historię o tym, jak pomyliła dwie poduszki i przez chwilę szukała tej, na której właśnie siedziała. Figo śmiał się cichutko, aż oczy mu zwilgotniały.
— Dziękuję za tę opowieść — powiedział. — Od razu zrobiło mi się weselej.
Kiedy odpoczywali na werandzie, Nela zapytała Figo, czy każde „dziękuję” musi być wypowiedziane. Figo pomyślał o tym przez chwilę. „Chyba nie”, odpowiedział. „Czasem można coś poczuć, nawet jeśli się niczego nie mówi”. Luna przypomniała im, że wdzięczność nie jest konkursem na największą liczbę miłych słów. Ważniejsze jest zauważenie dobra, które łatwo przeoczyć.
Figo przyjrzał się wtedy własnemu dniu. Przypomniał sobie, że rano Nela poczekała na niego przy furtce, a babcia zostawiła mu trochę miejsca na ławce. Te gesty były tak zwyczajne, że wcześniej o nich nie myślał. Teraz wydały mu się podobne do małych światełek. Żadne z osobna nie rozjaśniało całego ogrodu, ale razem czyniły wieczór bardzo ciepłym. Figo postanowił nie liczyć ich już tak pilnie.
Piąte podziękowanie wcale nie padło na głos. Figo zobaczył przez okno, że w ogrodzie świeci pierwsza gwiazdka. Pomyślał z wdzięcznością o spokojnym dniu, który właśnie się kończył. Nikomu tego nie mówił. Po prostu przez chwilę patrzył w niebo.

Szóste podziękowanie dostał sam. Kiedy Nela upuściła zakładkę do książki, Figo podniósł ją i podał przyjaciółce. Kotka uśmiechnęła się.
— Dziękuję ci, Figo.
Piesek poczuł przyjemne ciepło pod czerwonym materiałem bandany. Nie spodziewał się, że takie małe słowo może być miłe również wtedy, gdy ktoś mówi je do niego.
Przyszła pora snu. Babcia zgasiła dużą lampę, zostawiając niewielkie światełko przy drzwiach. Luna ułożyła koc, Nela zamknęła książkę, a Figo oparł głowę na łapach.
— Mamy sześć podziękowań — wyszeptał. — A gdzie siódme?
Przez chwilę pomyślał, że trzeba koniecznie znaleźć jeszcze jedno. Potem zobaczył przyjaciół siedzących spokojnie obok i już wiedział.
— Dziękuję wam za to, że jesteście — powiedział.
Nela przysunęła się bliżej. Luna uśmiechnęła się, nie przerywając ciszy. Siódme podziękowanie nie było największe ani najgłośniejsze. Było po prostu najcieplejsze.

A kiedy wszyscy zasnęli, gwiazdka wciąż świeciła nad ogrodem, jak mały, cichy znak, że nawet zwyczajne dni potrafią być pełne dobrych rzeczy. Figo nie wiedział, ile takich chwil przyniesie jutro. Ale cieszył się, że dzisiaj udało mu się kilka zauważyć.