Dobranocka · Z Figo, Nelą i Luną
Pierwszy krok na mostku
Wartość • Odwaga
Za ogrodem babci Róży płynął wąziutki strumyk. Woda była tak płytka, że można było policzyć jasne kamyki na dnie. Nad strumykiem prowadził mały drewniany mostek z poręczą po obu stronach. Figo lubił na nim stawać i oglądać odbicie nieba.
Pewnego spokojnego popołudnia Figo, Nela i Luna wybrali się tam z koszyczkiem pachnącej mięty. Chcieli zanieść kilka listków babci, która odpoczywała w altance po drugiej stronie strumyka.
Figo przeszedł mostek pierwszy. Drewno cichutko stuknęło pod jego łapami. Luna przeszła za nim, powoli i pewnie. Nela została przed mostkiem. Jej zielone oczy patrzyły na równe deski.
— Coś się stało? — zapytała Luna.
— Nigdy sama tędy nie przechodziłam — odpowiedziała Nela. — Boję się, że mostek zatrzeszczy.
Figo wrócił bliżej, ale nie podbiegł i nie zaczął jej przekonywać, że nie ma się czego bać.
— Czasami naprawdę trzeszczy — przyznał. — Tak mówi drewno, kiedy po nim idziemy. Możemy chwilę posłuchać.
Wszyscy stanęli nieruchomo. W strumyku pluskała woda. Z daleka dochodził spokojny głos babci Róży, która nuciła pod nosem melodię. Nela oparła łapkę na poręczy.
— Chciałabym spróbować — powiedziała. — Ale bardzo wolno.
— Będziemy obok — zapewniła Luna.
Zanim zrobiła pierwszy krok, Nela zapytała jeszcze, czy mogłaby potrzymać się poręczy obiema łapkami. Figo pokazał jej wygodny fragment drewna, gładki i ciepły od słońca. Luna powiedziała, że mogą też wrócić przez ogród i obejść strumyk dłuższą ścieżką. Żadna z możliwości nie była zła. Nela przyjrzała się obu brzegom. Po jednej stronie stała znajoma jabłoń, po drugiej czekała altanka babci.
Mostek wcale nie był daleki, ale dla Neli wydawał się dziś czymś nowym. „Spróbuję, bo sama tego chcę”, zdecydowała. Przyjaciele nie bili brawo i nie robili wielkiego wydarzenia z jej decyzji. Figo tylko odsunął się trochę, by dać jej miejsce, a Luna spokojnie poczekała. Woda pod mostkiem przesuwała maleńkie refleksy światła, a powietrze pachniało miętą z koszyczka.
Nela postawiła jedną łapkę na pierwszej desce. Mostek odpowiedział krótkim „tik”. Kotka zatrzymała się. Figo nie powiedział „dalej, dalej!”. Uśmiechnął się tylko i poczekał.
— Jedna deska wystarczy na początek — powiedziała Luna.
Nela wzięła spokojny oddech. Potem dołożyła drugą łapkę. Przed nią leżały jeszcze trzy deski. Mogła zawrócić, gdyby chciała; przyjaciele i tak zostaliby z nią. Ale ciekawość okazała się odrobinkę większa od obawy.
— Tik — odezwała się kolejna deska.
— To całkiem miły dźwięk — zauważyła Nela.
Przeszła jeszcze kawałek i zatrzymała się na środku. Zobaczyła w wodzie małą, szarą kotkę z zielonymi oczami. Odbicie zamrugało razem z nią. Nela uśmiechnęła się do własnego odbicia, a potem bez pośpiechu dotarła na drugą stronę.

Babcia Róża czekała w altance z trzema filiżankami delikatnej herbatki ziołowej, odpowiednio przestudzonej.
— Jak minęła droga? — spytała.
— Trochę się bałam — odparła Nela. — I trochę byłam odważna. Chyba można tak jednocześnie.
— Oczywiście — uśmiechnęła się babcia.

Kiedy wracali, słońce było już nisko. Nela ponownie wybrała mostek, a Figo i Luna szli przy niej. Deski cichutko stukały pod łapami. Nela nie musiała nikomu niczego udowadniać. Wiedziała już, że odwaga może być bardzo mała i bardzo spokojna.
Wieczorem opowiedziała o mostku swojej poduszce, a potem zasnęła przy szumie strumyka, który dochodził z daleka jak najłagodniejsza kołysanka. Przypomniała sobie pierwszy krok i uśmiechnęła się przez sen. Wiedziała, że następnym razem może wybrać własne tempo.