Dobranocka · Z Figo, Nelą i Luną
Figo i zgubiona kołderka
Wartość • Przyjaźń
Tego wieczoru ogród pachniał jabłkami i ciepłą trawą. Słońce schowało się już za dachem domu, a Figo, Nela i Luna powoli zbierali zabawki z drewnianej ławki. Dzień był długi i miły. Teraz każdy marzył o swoim miękkim posłaniu.
Luna podniosła koszyczek z szyszkami, poprawiła małą poduszkę i nagle znieruchomiała.
— Moja kołderka — szepnęła. — Gdzie jest moja kołderka w księżyce?
Była to kołderka w kolorze jasnego nieba, z trzema srebrnymi księżycami wyszytymi przy brzegu. Luna lubiła okrywać nią kolana, kiedy słuchała wieczornych opowieści. Nie była potrzebna do zaśnięcia, ale przypominała jej dom i spokojne chwile.
— Może została przy jabłoni? — zaproponowała Nela.
Luna zajrzała pod ławkę. Potem pod koszyczek. Potem jeszcze raz pod ławkę, chociaż wiedziała, że kołderka nie mogła nagle tam wyrosnąć. Jej uszy opadły odrobinę.
— Chciałam ją dziś mieć blisko — powiedziała cicho.
Figo był już bardzo senny. Ziewnął tak szeroko, że aż zatrzepotała mu czerwona bandana. Mógł powiedzieć, że poszukają rano. Zamiast tego przysunął łapą pusty koszyk.
— Poszukamy razem. Powoli, żeby niczego nie przeoczyć.
Nela sprawdziła miejsce przy konewce. Figo zajrzał za drewnianą skrzynkę. Luna przypomniała sobie, że po południu układali na kołderce miękkie liście i udawali, że płyną łódką po spokojnym jeziorze.
— A dokąd popłynęła nasza łódka? — spytała Nela.
Przez chwilę wszyscy milczeli. W ogrodzie zaszeleściły liście. Ze ścieżki pachniało lawendą. Wreszcie Figo podniósł łeb.
— Do werandy! Tam kończyliśmy podróż.
Zanim ruszyli, Figo zauważył, że Luna wciąż spogląda na pustą ławkę. Podszedł do niej i zapytał, czy woli zostać tam jeszcze chwilę. Luna pokręciła głową. Chciała szukać razem, ale ucieszyło ją, że przyjaciel zapytał, zamiast od razu decydować za nią. Nela postanowiła zapamiętać wszystkie miejsca, które już sprawdzili. Dotknęła łapką brzegu ławki, wskazała konewkę i skrzynkę, po czym powiedziała: „Teraz weranda”.
Dzięki temu nikt nie krążył w kółko. Figo niósł pusty koszyk, chociaż był tak lekki, że poradziłaby sobie z nim nawet mała Nela. Lubił jednak mieć zajęcie. Gdy na ścieżce zawiał chłodniejszy wiatr, Luna przysunęła się do przyjaciół. Szli blisko siebie, słuchając cichego skrzypienia piasku pod łapkami. Nie wiedzieli jeszcze, gdzie jest kołderka, ale Luna nie czuła się już z tym sama.

Poszli więc w stronę domu. Bez pośpiechu, jeden obok drugiego. Na werandzie stał fotel babci Róży, a obok niego duży wiklinowy kosz na poduszki. Z kosza wystawał jasnoniebieski rożek materiału.
— Trzy księżyce! — ucieszyła się Luna, kiedy rozwinęła kołderkę.
Okazało się, że sama schowała ją tam, żeby nie spadła na ziemię, i zupełnie o tym zapomniała. Figo roześmiał się cicho, a Nela pomogła wygładzić zagięty brzeg.
— Dziękuję, że zostaliście ze mną — powiedziała Luna. — Nawet kiedy byliście już zmęczeni.
— Przyjaciele mogą być zmęczeni i nadal być obok — odparła Nela, ocierając policzkiem policzek Luny.

Usiedli jeszcze na chwilę na werandzie. Każdy dostał kawałek kołderki na kolana. Nad ogrodem zapaliła się pierwsza gwiazda, a z domu dobiegł znajomy odgłos zamykanych okiennic.
Potem Figo położył głowę na łapach, Nela ułożyła ogon przy boku, a Luna otuliła się trzema srebrnymi księżycami. Nie potrzebowali już niczego szukać. Wszystko, co ważne, było blisko. W korytarzu cicho tykał zegar. Luna pomyślała, że nawet zgubiona rzecz może czasem przypomnieć, jak dobrze jest mieć obok życzliwych przyjaciół.